Tunika, szata, Ciało

Page 05-1

Trier, po polsku Trewir. Bardzo stare miasto na zachodzie Niemiec. Wchodząc do katedry św. Piotra, nie wiedziałem (co za wstyd!), że jest tam przechowywana i co kilkanaście lat wystawiana na widok publiczny tunika Pana Jezusa. Świadek ukrzyżowania, św. Jan Ewangelista napisał: “Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu” (J19, 23 nn.). Podzielone szaty przepadły bez śladu, tunika ocalała. Ocalała dzięki temu, że była jednolita.

Można wierzyć lub nie wierzyć w liczne uzdrowienia, które się dokonywały w Trewirze, ale nie można zakwestionować wyjątkowo braterskich relacji między katolikami i protestantami żyjącymi dzisiaj w tamtym regionie. Te stosunki nie zawsze były przyjazne, wręcz przeciwnie. Do cudownego przełomu doszło, gdy zbliżał się czas wystawienia na widok publiczny tuniki Chrystusa w roku 1996. Okres poprzedzony był licznymi pielgrzymkami z okolic, szacuje się, że katedrę odwiedziło wtedy 700 tys. wiernych  z wszystkich chrześcijańskich wyznań, którzy modlili się słowami specjalnie ułożonej modlitwy: “Jezu Chryste, Zbawicielu i Odkupicielu, zmiłuj się nad nami i nad całym światem. Wspomnij na Twoje chrześcijaństwo i złącz to, co zostało podzielone”.

Wszelkie podziały wśród chrześcijan są skandalem. Już Apostołowie byli podzieleni,“Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa” (1Kor1, 12). „Czyż Chrystus jest podzielony?” –  zapytał retorycznie Apostoł. Trzeba powiedzieć wyraźnie – Chrystus nie jest podzielony, bo jest niepodzielny. Niepodzielne jest zatem Jego Mistyczne Ciało – Kościół, głęboko wierzę nie tylko w JEDNEGO Boga, ale i w „JEDEN, święty, powszechny i apostolski Kościół i wyznaję JEDEN chrzest”. Określenia „katolicki”, „prawosławny” czy „protestancki”, odnoszą się tak naprawdę nie do istoty Kościoła, ale do jego widzialnej strony, można powiedzieć – do zewnętrznych szat, w które jest odziany. Szaty to instytucje kościelne, administracja, struktury i ustanawiane przez ludzi prawo. Widzialna, ludzka strona Kościoła w zasadzie nie różni się od struktur świeckich, podlega takim samym procesom, narażona jest na podobne niebezpieczeństwa zewnętrzne i napięcia wewnętrzne jak wszystkie inne organizacje. Nie zapominajmy jednak o ważnej prawdzie, że podobnie jak nie szata zdobi człowieka, tak samo i tym bardziej – nie szata zdobi Chrystusa! By zrozumieć czym jest Kościół w swej najgłębszej istocie, trzeba zamknąć oczy na rzeczywistość widzialną zarządzaną nieudolnie przez ludzi, aby zobaczyć oczami wiary rzeczywistość duchową – Chrystusa obecnego tam, gdzie dwaj albo trzej są zgomadzeni w Jego imię (Mt 18,20). Kto patrzy oczami wiary, zobaczy w Kościele zmartwychwstałego Pana, nauczającego, uzdrawiającego, karmiącego i prowadzącego swój lud. Kto nie ma wiary, dostrzeże tylko oszpeconą przez politykę, porwaną przez chciwców, pokrwawioną i ciągle rozszarpywaną szatę Chrystusa, a samego Chrystusa w Kościele nie zobaczy. Dlatego nie wolno nam zapominać, że szata jest tylko szatą i szatą pozostanie. Chrystus natomiast był, jest i pozostanie na wieki Panem i Zbawicielem, Głową Ciała, którego członkami są wszyscy ochrzczeni.

O ile szata Chrystusa jest podzielona, o tyle Jego Ciało, mimo głębokich ran, pozostaje jedno. Każdy rozłam, nie tylko wielkie schizmy z XI i XVI wieku dające początek prawosławiu i protestantyzmowi, ale nawet najmniejsze pęknięcia wewnątrz poszczególnych parafii, czy nawet pojedynczych rodzin chrześcijańskich i małżeństw są bolesnym ranami osłabiającym Mistyczne Ciało Chrystusa. Prawdą jest, że historia Kościoła, to historia wewnętrznych napięć i podziałów, na skutek których stracił on swój blask. Pierwotna siła przyciągania zmieniła się wręcz w siłę odpychania, podzieleni i skłóceni między sobą chrześcijanie nie przyciągną do siebie raczej nikogo. Smutny paradoks: Chrystus pociąga, Kościół odpycha; słyszymy często: Chrystus – tak, Kościół – nie. Na szczęście Chrystus utworzył Kościół nie po to, by go zostawić tylko w ludzkich rękach, gdyby tak było, już dawno wszelki ślad by po nim zaginął. Zbawiciel zapewnił, że nawet „bramy piekielne go nie przemogą”(Mt 16,18), „będę z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,20) i posłał Ducha Świętego, który kontynuuje teraz Jego zbawcze dzieło. Dlatego historia Kościoła, to historia nie tylko podziałów, ale i pojednanań. Popatrzmy, ileż w tej historii ludzkich nawróceń, zaskakujących przemian, których nie sposób wytłumaczyć inaczej, jak działaniem Chrystusowego Ducha, który cierpliwie i tylko sobie znanymi ścieżkami prowadzi nas wspólnie ku zbawieniu. Niestrudzony Dobry Pasterz szuka zagubionych, umacnia osłabionych i – jak obiecał – nie spocznie gromadzić, aż nastanie „jedna owczarnia i jeden Pasterz” (J10 16).

Nikt oprócz Dobrego Pasterza nie wie, kiedy nastąpi i jak będzie owa jedna owczarnia wyglądała. Możemy być jedynie pewni, że będzie to wspólonota ludzi pojednanych nie tylko z Bogiem, ale i pomiędzy sobą. Pójście za głosem Chrystusa wiąże się niewątpliwie z przemianą serca, wyzbyciem się pychy, pogardy i przekonania o własnej nieomylności. Otwartość na innych bierze się ze świadomości, że mamy wspólnego Zbawiciela i że wszyscy bez wyjątku potrzebujemy Jego miłosierdzia. W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus żegna się z Apostołami i prosi Piotra, aby utwierdzał swoich braci. Poprzedza jednak tę prośbę ciekawym poleceniem, całe zdanie brzmi: „Ty zaś, nawróciwszy się, utwierdzaj swoich braci” (Łk 22,32). Część zdania o utwierdzaniu braci była przez następców św. Piotra chętnie cytowana, jako podkreślenie szczególnej roli Piotra w gronie Apostołów, ale jednocześnie pomijano pierwszą część zdania, gdzie Chrystus mówi o konieczności jego nawrócenia… Jak to możliwe, aby papież się nawracał? Nawet nie wypada tak pomyśleć! A przecież jeszcze w tym samym rozdziale ewangelii następuje scena zaparcia się Piotra i jego gorzki płacz z tego powodu. Nawrócenie wymaga wielkiej odwagi, wiąże się przecież z przyznaniem się do popełnienia grzechu i gotowością naprawienia wyrządzonej krzywdy. Papież Jan Paweł II z pewnością należał do ludzi odważnych i gdy poprosił wiernych o modlitwę w intencji własnego nawrócenia, wywołał tym niemały szok. A Papież tylko (i aż) czytał ewangelię. Jednym z widzialnych owoców tego procesu był rachunek sumienia i akt przeproszenia za wszelkie zło dokonane przez członków Kościoła z okazji Jubileuszu 2000-lecia. Na marginesie tych rozważań warto dodać, że właśnie wtedy ożywił się dialog Rzymu z Polskim Narodowym Kościołem Katolickim, unia między naszymi wspólnotami była już bardzo blisko, jednak śmierć polskiego papieża proces ten niestety przerwała.

Można zapytać, po co w ogóle te rozważania? Czy mamy jakiś wpływ na skomplikowane procesy dziejące się w Kościele, w tym ruch ekumeniczny, który jest jakby poza zasięgiem zwykłego chrześcijanina? To nie dla mnie, chodzę sobie do kościoła, czego chcieć więcej? Otóż ekumenizm nie odbywa się tylko gdzieś „na górze”, między profesorami i biskupami, choć cieszy nawet sama zmiana języka watykańskich hierarchów zapoczątkowana na II Soborze Watykańskim. Chrześcijanie nie-rzymscy nie są już dla nich „heretykami” i „schizmatykami” czy „odszczepieńcami”, stali się „braćmi odłączonymi”, a nawet „rozłączonymi”, co nie przesądza kto od kogo się odłączył i z czyjej winy. Ruch ekumeniczny dotyczy każdego, kto uważa się za ucznia Chrystusa, bo skoro naszemu Panu zależy na tym, abyśmy stanowili jedno, nam też nie powinno to być obojętne. Najważniejszym krokiem, jaki możemy uczynić w tym kierunku, to osobiste nawrócenie się ku Chrystusowi i Jego ewangelii. Każde pęknięcie jest poprzedzone egoizmem i przekonaniem o posiadaniu pełnej prawdy, co wiąże się z wywyższeniem siebie a poniżaniem innych. Potem pojawia się nieufność wobec drugiej strony, a gdy nie ma dialogu, otwartości, gotowości do przebaczenia, następuje pogarda, arogancja i chęć dominacji, dochodzi do zerwania jedności. W ten sam sposób pękają wszystkie więzy międzyludzkie, począwszy od małżeńskich, przez (tu długa lista różnych wspólnot, grup, nawet narodów), na kościelnych skończywszy.

Każdy podział ma swe źródło w sercu konkretnego człowieka i wynika z osłabionej albo zerwanej więzi z Chrystusem, oto pierworodny rozłam, który powoduje nieuchronnie kolejne rozłamy, rozwody, frakcje, odłamy, schizmy. Budowanie wspólnot bez Chrystusa, to budowanie na piasku; budowle mogą być nawet piękne, ale nie będą nigdy trwałe. Dlatego proces naprawiania zerwanych więzi musi polegać na powrocie do Jezusa i Jego Ewangelii. To również odbywa się w konkretnym ludzkim sercu, a nazywamy to nawróceniem. Co to oznacza w praktyce międzyludzkiej? Mniej podejrzliwości, więcej zaufania; mniej goryczy, więcej miodu; mniej cwaniactwa, więcej prostoty; mniej przekleństw, więcej błogosławieństw; mniej biadolenia, więcej radości itd.

No i modlitwa, prosta, szczera, pokorna, choćby ta z Trewiru: Jezu Chryste, Zbawicielu i Odkupicielu, zmiłuj się nad nami i nad całym światem. Wspomnij na Twoje chrześcijaństwo i złącz to, co zostało podzielone.