Refleksja okołoświąteczna z życzeniami

Czy może być widok smutniejszy niż widok płonącego kościoła? Chyba tak. W Wielki Poniedziałek na oczach całego świata spłonęła znaczna część katedry Notre Dame w Paryżu. Jeden z ważniejszych symboli chrześcijańskiego świata został w dużym stopniu bezpowrotnie zniszczony. Ból, płacz i mnóstwo pytań, na które prawdopodobnie nigdy nie poznamy odpowiedzi. Pan Jezus, patrząc na świątynię jerozolimską powiedział, że nie „zostanie z niej kamień na kamieniu” i faktycznie za kilkadziesiąt lat została przez Rzymian zburzona. Powiedział też, myśląc o sobie – „zburzcie tę świątynię, a Ja po trzech dniach wzniosę ja na nowo” i faktycznie zmartwychwstał. Chrześcijaństwo zrodziło się i jest oparte na wierze w Osobę, która naprawdę żyła, naprawdę umarła i naprawdę zmartwychwstała, i żyje dzisiaj. To smutne, gdy kościoły są zaniedbane i niszczeją, nie mówiąc o tym, gdy płoną, ale dla człowieka wierzącego jeszcze smutniejszy wydaje się widok kościołów pustawych czy zupełnie pustych, szczególnie w czasie świąt. Spaloną katedrę można odbudować, prezydent Francji zapowiedział, że „po remoncie świątynia będzie jeszcze wspanialsza”, ale co zrobić, by wypełnić ją i inne kościoły ludźmi? Nie zwiedzającymi, ale wierzącymi?

Życie Jezusa Chrystusa stworzyło na podwalinach kultury greckiej i rzymskiej tzw. cywilizację zachodnią, którą w uproszczeniu można nazwać także chrześcijańską. Jesteśmy w niej zanurzeni, przenika naszą codzienność tak mocno, że jej właściwie nie dostrzegamy, podobnie jak powietrza, którym oddychamy. Chrześcijańskie święta odmierzają nam rytm życia w ciągu roku, chrześcijańskie obrzędy połączone są ze wszystkimi ważnymi wydarzeniami życia w rodzinie, od narodzin po śmierć; symbole, tradycje, całe dziedzictwo kultury, od architektury kościelnej do używanego przez nas na co dzień języka, zostały ukształtowane pod wpływem chrześcijaństwa. Kultura z pewnością na tym zyskała, otrzymała głębszy, duchowy wymiar, ale wzajemne przenikanie kultury i religii ma też swoją drugą, niebezpieczną stronę. Polega ona na tym, że żyjąc w świecie ukształtowanym przez chrześcijaństwo, bardzo łatwo zatrzymać się na owej warstwie kulturowej, widzialnej, zapominając o tym, co niewidzialne i duchowe, a co przecież stanowi w religii warstwę najważniejszą. Otaczamy się symbolami, jak krzyż, różaniec, obrazy, figurki, choinka, święcone jajka, wykonujemy religijne gesty, odmawiamy modlitwy, nawet chodzimy do kościoła, ale gdy tych symboli i gestów nie rozumiemy lub gdy te zachowania wypływają z tylko z przyzwyczajenia i tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie, stają się tylko pięknym, ale niestety pustym opakowaniem. Jakże często spotykamy ludzi praktykujących, ale niewierzących? Są taką samą karykaturą religijną jak „wierzący, ale niepraktykujący”. Znam człowieka, u którego krzyże wiszą w domu nad każdymi drzwiami, także w miejscu pracy, w samochodzie, nie wspomnę o złotym krzyżyku zwisającym u szyi. I wcale nie zawiesza tych krzyży na pokaz, dla innych, by coś komuś pokazać. Ma po prostu swoją religijność, wytworzył własną wiarę polegającą na oddawaniu czci rzeczy, a nie Osobie, którą ta rzecz symbolizuje. Co z tego, że ów człowiek szanuje krzyż, jeśli nie szanuje Ukrzyżowanego!? Szerokim łukiem omija mszę świętą, gdzie odbywa się cała Rzeczywistość Krzyża i gdzie może zjednoczyć się z Osobą, która na nim umarła. To tak, jakby oprawił w złote ramy fotografię swojej matki, powiesił ją na honorowym miejscu, co chwila nisko jej się kłaniał, do flakonu wkładał codziennie świeże kwiaty, ale od lat nie odwiedził swojej matki, choć mieszka za ścianą…

Chrześcijaństwa nie można sprowadzić do tego, co widzialne, zewnętrznych czynności, obrzędów i świętych symboli, co nie znaczy, że nie mają one sensu. Owszem, mają ogromy sens, ale tylko wtedy, kiedy wyrażają naszą wiarę w Osobę. Na tym polega liturgia, że widzimy znaki, symbole, gesty, słuchamy słów i je wypowiadamy, ale jeśli nie ma w nas wiary oraz miłości do Osoby ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa, musimy przyznać, że nasze chrześcijaństwo jest płytkie, powierzchowne, dekoracyjne, o ile w ogóle jest jeszcze chrześcijaństwem. Na pewno nie o to chodziło Panu Jezusowi. Dbając tylko o widzialny aspekt chrześcijaństwa, jesteśmy podobni do człowieka, który dba o książeczkę czekową, troszczy się o okładki, starannie ją przechowuje i pięknie wypełnia, ale zapomniał, że przecież nie chodzi tu o książeczkę, ale o konto w banku…

Czas na życzenia. Nie wiem, czego życzyć wyznawcom chrześcijaństwa „kulturowego”, przywiązanym tylko do folkloru, tradycji i mniej lub bardziej kolorowych zwyczajów wielkanocnych, ale nie dbającym o stan swojego serca, wiary, nadziei i miłości? Życzę tego, czego sami sobie życzą – smacznego jajka, mokrego dyngusa i innych tego typu wesołości!

Natomiast wszystkim wierzącym, życzę jeszcze głębszej wiary, osobistego Spotkania ze Zmartwychwstałym, które owocuje zawsze radością i pokojem. Przede wszystkim zachęcam do przeżywania zbawczych wydarzeń podczas Liturgii Triduum Paschalnego w pustawych kościołach. To właśnie tam i nigdzie indziej, przez słowa, znaki, gesty i obrzędy, Kościół nie tylko przypomina, ale urzeczywistnia śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa; staje się On obecny tu i teraz. Dla nas. Tego doświadczenia życzę Wam i sobie.

Proboszcz

Dobry fachowiec, zły człowiek

Co zrobić, gdy lekarz jest chory? Co powiedzieć o księdzu, który zamiast uświęcać, deprawuje? Co myśleć o nauczycielu, który zamiast budzić w dziecku ciekawość świata, zniechęca go do tego? Co poradzić ludziom, którzy dzięki swojemu wykształceniu, uprawnieniom i zajmowanym stanowiskom, decydują o losie innych, ale jako ludzie często nie dorastają im do pięt? Dyplomami i certyfikatami obwieszają swoje biura, przed nazwiskiem wypisują imponujące tytuły, natomiast ich poziom zwykłej przyzwoitości, ludzkiej ogłady i osobistej kultury utknął w przedszkolu? (czytaj całość)

P olski Narodowy Kościół Katolicki

P rawdziwy.
Choć mamy wspólne „Credo” z Kościołem Rzymskokatolickim i wierzymy, że Chrystus założył „jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”, jednak pojmujemy go znacznie szerzej, według nas jest on naprawdę…

P owszechny.
To znaczy nie odmawiamy żadnej innej wspólnocie chrześcijańskiej prawa do istnienia i budowania własnej tradycji. Różnorodność wyznań nie jest zagrożeniem dla jedności Kościoła, świadczy raczej o jego bogactwie przypominającym bogactwo samego Boga, który nie daje się zamknąć w ciasnych definicjach i wąsko pojmowanych dogmatach. Boże Objawienie nie jest własnością żadnego z wyznań, co sprawia, że nasz Kościół jest…

P okorny.
Obca jest nam postawa triumfalizmu i nieomylności. Choć kochamy, szanujemy i modlimy w każdej mszy za papieża Franciszka, to nie uznajemy dogmatu o jego nieomylności, rezerwując ten przywilej tylko dla Boga. Jako ludzie jesteśmy i będziemy zawsze poszukiwaczami Prawdy a nie jej właścicielami, z prostotą pochylamy się nad nauką Chrystusa i próbujemy Go naśladować, stąd nasz Kościół jest…

P rzygarniający.
Nie stosujemy „ekskomuniki” czyli wykluczenia z Kościoła. Sami zostaliśmy wykluczeni z Kościoła Rzymskokatolickiego i znamy gorycz odrzucenia. Jak Chrsytus nikogo nie wykluczał, ale szukał i zapraszał, tak i my mamy miejsce przy stole eucharystycznym dla wszystkich, wierząc, że Komunia święta nie jest nagrodą za dobre życie, ale pokarmem i pomocą na dobre życie, dlatego możemy śmiało powiedzieć, że nasz Kościół jest…

P rzyjazny.
Pana Jezusa nazywano „przyjacielem celników i grzeszników”, tak i my pojmujemy swoją misję w XXI wieku. Szukamy zaginionych, karmimy głodnych, leczymy zranionych, przywracamy nadzieję smutnym a zniewolonym niesiemy wolność. Taki jest Chrystus i to On sprawia, że Jego Kościół jest naprawdę…

P iękny.
Uroda Kościoła, jego ciągła młodość i świeżość polega na zdolności do odradzania się i reformowania, czyli nawracania Jesteśmy zwykłymi ludźmi, mamy swoje przeróżne problemy i zróżnicowane charaktery, ale łączy nas jedno – przekonanie, że Bóg mimo wszystko nas kocha i dla każdego z nas ma wspaniały plan. By go zrealizować zaprasza nas na wspólną drogę, której na imię…

P arafia.
Choć powstała w 1950 roku wierzymy, że swój najlepszy okres ma dopiero przed sobą. Powstała z inicjatywy ludzi świeckich i to oni nią zarządzają, podejmują decyzje i ponoszą za nie odpowiedzialność. Jesteśmy najmniejszą polonijną parafią w Montrealu, ale chyba jedyną, która obserwuje swój liczebny rozwój… Nie jest to przyrost wielki, niemniej jednak zauważalny, dlatego…

P rzyjdź!
Punktem kulminacyjnym naszego życia jest Eucharystia, którą celebrujemy w każdą niedzielę o 10.30. Na początku każdej mszy odbywa się spowiedź powszechna zakończona rozgrzeszeniem ogólnym. Inne sakramenty udzielane są po wcześniejszym uzgodnieniu z duszpasterzem.

P oznaj!
Przede wszystkim siebie i swoje najgłszębsze pragnienia. W otchłaniach swojego serca pragniesz przecież Boga, Jego bliskości, światła i ciepła. On stał się człowiekiem i jest bardzo blisko Ciebie, bliżej niż myślisz… Bóg też ma swoje pragnienia, a jednym z najważniejszych jest spotkanie z Tobą i przekonanie Ciebie o miłości.

P okochaj!
Uwierz, że na ziemi nie jesteś za karę, ale z miłości. Tylko miłość daje odpowiedź na Twoje pytania o sens życia, czyli po co, dlaczego i jak żyć. Przyjmij swoje życie jako dar; pokochaj najpierw siebie, aby móc pokochać innych.